Jagody goji na zdrowie!

Jagody Goji ( Lycium chinense ) są jednymi z najbardziej odżywczych owoców na Ziemi . Należą do rodziny psiankowatych ( Solonaceae ) , która zawiera wiele innych znanych nam warzyw takich jak ziemniaki, bataty , pomidory , oberżyny i papryki. Pochodzi z Himalajów Tybetu i Mongolii.
Jagoda Goji jest obecnie uprawiana w wielu krajach .

JAGODY GOJI, Kolcowój chiński (Lycium chinense)

Jagody goji pojawiły się na europejskim rynku zaledwie kilka lat temu i zrobiły w szybkim tempie oszałamiającą karierę.
Jagody goji były używane od tysięcy lat w Tybecie i Chinach, zarówno jako składnik kulinarny jak i środek leczniczy. Zawierają one wszystkie niezbędne aminokwasy , Goji ma w sobie także najwyższe stężenie białka spośród wszystkich owoców. Są pozytywnie „napakowane” witaminą C , zawierają więcej karotenoidów niż inne jedzenie , mają dwadzieścia jeden pierwiastków śladowych oraz są bogate w błonnik .
Posiada 15 razy więcej żelaza niż możemy znaleźć w szpinaku , a także wapń, cynk, selen oraz wiele innych ważnych pierwiastków śladowych. Nie ma wątpliwości, że jagody goji powinny znaleźć się w Twojej diecie .
Ten zadziwiający, mały „superowoc” posiada również naturalne działanie przeciwzapalne, przeciwbakteryjne i przeciwgrzybicze. Ich silne właściwości przeciw utleniające i polisacharydy pomagają wzmocnić układ odpornościowy . Nic więc dziwnego, że w tradycyjnej medycynie chińskiej używane są w celu zwiększenia siły i długowieczności.
W tradycyjnej medycynie chińskiej, mówi się, że goji pozytywnie działają na nerki i wątrobę, niwelują zawroty głowy i problemy ze wzrokiem. Najczęściej są spożywane w stanie surowym lub robi się z nich napary, herbatki.
Jagody goji są najczęściej dostępne w postaci suchej i spożywane są jako składnik musli lub płatków owsianych . Mogą być również nasączane przez kilka godzin w wodzie tak aby oddały smak. Następnie wody tej można użyć do zrobienia pysznego odżywczego napoju lub jako dodatek do koktajli.

JAGODY GOJI, Kolcowój chiński (Lycium chinense)
Należy pamiętać także i o tym, iz mogą wystąpić niekorzystne interakcje , jeśli spożywasz jagody goji , a jednocześnie bierzesz leki na cukrzycę , czy nadciśnienie krwi. Najlepiej skonsultować się z lekarzem .
Jagody goji często można znaleźć w sklepach spożywczych , ale większość z nich pochodzi z komercyjnych rozwijających się regionów w Chinach i Tybecie , i zawierają duże ilości pestycydów i nawozów sztucznych . Nawet niektóre marki , które twierdzą, że są organiczne mogą nimi nie być :( więc należy zaopatrywać się jagody goji z renomowanego źródła a najlepiej z własnego ogrodu czy donicy. Nasiona dostępne są w naszym sklepie.

Polinezja Francuska – przez żołądek do serca :)

Jedną z radości podróżowania jest możliwość próbowania lokalnych potraw. Polinezja Francuska serwuje nam rozmaite smakołyki – niektóre znane a inne bardzo egzotyczne .

Jeśli masz zamiar odwiedzić Tahiti , Moorea , Bora Bora lub atol Tuamotu przekonasz się, że delektowanie smaków wyspy jest dobrą drogą do bliższego poznania jej ( choć większość ośrodków oferuje również hamburgery, sałatki, pizze i makarony dla tych z Was którzy nie zdecydują się na tak dogłębną eksplorację wyspiarskich smaków) . Oto , co jeść w Tahiti :

Świeże owoce morza :podstawową dietą Tahitian są świeże ryby – zwłaszcza tuńczyk, mahi-mahi, Koryfena , panterka i bonito – jest w każdym menu . Możesz także spróbować bardziej egzotycznych ryb lagunowych lub głęginowych takich jak papugoryby , barakudy, ośmiornice i jeżowca . Krewetki rzeczne , zwane chevrettes , są również popularne .

 

Poisson cru : narodowe danie Thaiti , znane w języku francuskim jako poisson cru i Tahitian Ota, jest na wyspach południowego Pacyfiku dosłownie w każdym miejscu: surowy tuńczyk marynowany w pysznej i aromatycznej mieszance soku z limonki i mleka kokosowego .

Hima’a : Każda z kultur Południowego Pacyfiku używa podziemnych piecy do przygotowania tradycyjnego posiłku . W Tahiti,  miejscowi zwykle przygotowują takie posiłki w dni świąteczne i w niedzielę – gotują w koszach plecionych z liści bananowca w dużych dziurach w ziemi , zwanymi hima’a . Turyści mogą doświadczyć hima’a podczas tzw. Polinezian Night. W menu m.in.: kurczak fafa ( z mlekiem kokosowym i szpinakiem ), ryby, prosię , krewetki, homary, banan, owoce drzewa chlebowego, taro i yam .

Ananas : Zielone, bujne doliny Moorea słyną z produkcji małych,słodkich i soczystych ananasów.

Orzech kokosowy : palmy kokosowe nazywane są ” drzewem o stu zastosowaniach” a ich owoce czyli orzechy kokosowe wykorzystuje się zarówno do jedzenia jak i do pielęgnacji ciała ( olej Monoi , używany do masażu i do poprawiania stanu skóry i włosów (wykonuje się go z oleju kokosowego połączonego z kwiatami Tiare czyli narodowym symbolem Tahiti – gardenia tahitańska ).

Starr 070221-4641 Gardenia sp..jpg

Zawartość orzecha kokosowego wykorzystywana jest do celów żywieniowych ( woda kokosowa rewelacyjnie nawadnia organizm i gasi pragnienie) , mleko kokosowe ( wiele potraw jest marynowane w nim) oraz kopra (spożywana na surowo lub starta i gotowana).

Banan : To też lokalny owoc obficie spożywany na różne sposoby – zwykły, grillowana lub dodawany do budyniu z taro o nazwie po’e .

Wanilia : Aż 80 procent Tahitańskiej wanilii jest uprawiana na Taha’a ,niedaleko wyspy Bora Bora. Wiele potraw z ryb , takich jak krewetki i Koryfena , marynowane są w pysznym waniliowym sosie. Wanilia stosowana jest także do sporządzania pysznych deserów.

Imbir : Ten aromatyczny korzeń jest także szeroko stosowany w kuchni Tahitian , zwłaszcza do kurczaka i tuńczyka , jest on również popularnym składnikiem koktajli.

Drzewo chlebowe : nazywane prze Tahitian „uru”, posiada owoce bogate w skrobię i witaminy. Owoce są zazwyczaj spożywane po ugotowaniu w hima’a.

Plik:Arto commun 070509 0128 ltn.jpg

Yam : To małe, słodkie, fioletowe ziemniaki które są lokalnym przysmakiem.

Taro : Roślina ta jest ceniony zarówno ze względów estetycznych – okazałe i piękne liście w kształcie strzałki (tzw. callaloo na Karaibach ) oraz ze względów żywieniowych – ogromna ilość skrobi. Liście taro używane są na zupy i gulasze natomiast korzeń używany jest do sporządzenia frytek lub budyniu ( po’e ).

 

Zakładanie trawnika – niemiła niespodzianka :(

Zakładanie naszego trawnika opóźnia się i to nie tylko ze względu na pogodę. Deszcz pada nieustannie co nie martwiło by mnie tak bardzo w wypadku gdy by wszystko szło zgodnie z planem… niestety tak nie jest. Roundup nie poradził sobie z chwastami nawet w miernym stopniu mimo zastosowania stężenia roztworu, który miał powalić wszystko :(

Teraz musimy ponowić oprysk herbicydem jeszcze przed wjazdem glebogryzarki.

Aby można było przejść do punktu 2 w naszej trawnikowej wyliczance to w punkcie 1 powinno zginąć przynajmniej 99% chwastów… u nas niestety jest to około 70% co nie pozwala nam na dalsze etapy i trzeba powtórzyć etap 1.

Wiem, że przed nami jeszcze jeden oprysk już po glebogryzarce ale nie można pozwolić na zasypanie 30% chwastów ponieważ przy drugim oprysku pojawi się ich zbyt wiele. Przy drugim oprysku powinny to być raczej jednostki.

Aby zastosować Roundup (tym razem zastosujemy stężenie zabijające dosłownie wszystko :)) po oprysku powinno być przynajmniej 6 godzin bezdeszczowej pogody. Najlepiej gdy dodatkowo świeci słońce a temperatura jest wysoka. Polujemy na taką pogodę już od około 1,5 tygodnia ale nic z tego… przynajmniej raz dziennie deszczyk pada, który psuje wszystko :(

Jak tylko spryskamy nasz chwastnik po raz kolejny na pewno o tym fakcie dowiecie się jako pierwsi :) będziemy wtedy mogli przejść do kolejnego punktu:

2. Spulchnić i obrócić ziemię (łopatą a większe powierzchnie glebogryzarką lub zależne od tego co było na miejscu zakładania trawnika w naszym wypadku łąka więc jedynie glebogryzarka)

Martynika – piękna z ciężarem przeszłości :( cz.1

Zapraszam na kolejną wyprawę na Karaiby z Ziarenkiem.

Dzisiaj po raz kolejny zapraszamy na zwiedzanie rajskiej wyspy Martynika z cudowną tropikalna roślinnością.
Dzięki uprzejmości jednego z przyjaciół Ziarenka możemy pokazać cudowne okoliczności przyrody tej wspaniałej wyspy. Joseph – bo to właśnie On przysłał nam kilka zdjęć. (autentyczna Martynika)


Dzisiejszy wpis jest tak na prawdę o czymś mniej przyjemnym od cudownej przyrody, będzie o tym co działo się na Martynice pomiędzy XVII a połową XIX w, a mianowicie o niewolnictwie. Powiedzmy, że po części wpis będzie o roślinach bo cały niewolniczy proceder związany był z plantacjami kawy, tytoniu i trzciny cukrowej.

Tutaj pozwolę sobie na małą dygresję i przytoczę słowa pewnego francuza Jacques-Henri Bernardin de Saint-Pierre, słynnego pisarza żyjącego na przełomie  XVIII  i  XIX w
„Nie wiem, czy kawa i cukier są niezbędne do szczęścia Europy, ale wiem, że przyczyniają się do nieszczęścia dwóch części Świata. Wyludniają Amerykę, aby mieć grunty pod plantacje oraz wyludniają Afrykę aby mieć naród do pracy na tych plantacjach. ”

Na ogromną skalę niewolniczy proceder na Martynice rozpoczął się w 1640 r. aczkolwiek już pięć lat wcześniej niewolnicy pracowali na plantacjach wraz z pracownikami kontraktowymi z Europy. Po tym jak w Kampanii zarządzającej plantacjami doszło do kryzysu finansowego postawiono na darmową siłę roboczą w 100%.

W 1645 r. holenderscy Żydzi przywieźli wprost z Brazylii znajomość pozyskiwania cukru z trzciny cukrowej. Od tego momentu cały przemysł na Martynice kręcił się już wokół cukru. Począwszy od czystej postaci cukru w proszku aż do alkoholu pozyskiwanego z fermentacji trzciny i cukru. To on pozwolił Kampanii „stanąć na nogi” i poszerzyć liczbę plantacji, a co za tym idzie zwiększyło się zapotrzebowanie na niewolników, których transport za transportem przybywało na wyspie.

Wkrótce plantatorzy otrzymali od francuskiego króla Luisa XIV władze absolutną nad niewolnikami dostarczanymi na wyspę. Na mocy tegoż dekretu o nazwie „Code Noir” właściciel mógł użyć wszelkich środków dla osiągnięcia celu.  Niewolnik od tej chwili był traktowany jak narzędzie. Niewolnicy pochodzili głównie z francuskich kolonii w Afryce (Senegal i Nigeria)

kolejne części wkrótce…

Zakładanie trawnika

Ostatnimi czasy wzięliśmy się za zakładanie przydomowego ogrodu. 10 dni temu Roundup rozpoczął herbicydową rzeź.

Na dzień dzisiejszy po deszczach, okolica się  zazieleniła – ale nasz chwastnik (niby łąka) nabiera ślicznego żółtego, wypalonego koloru :) przypomina wrzosowisko:) jeszcze tylko tydzień i przystępujemy do akcji „glebogryzarka”.

Przy zakładaniu trawnika… ale takiego prawdziwego trawnika składającego się stricte z trawy a nie mieszanki chwastów i trawy jak to było w naszym przypadku:) powinniśmy postępować ściśle wedle kilku podstawowych zasad:

  1. Pozbyć się wstępnie chwastów (Roundup lub inny skuteczny herbicyd)
  2. Spulchnić i obrócić ziemię (łopatą a większe powierzchnie glebogryzarką lub zależne od tego co było na miejscu zakładania trawnika w naszym wypadku łąka więc jedynie glebogryzarka)
  3. Wygrabić chwasty, które zaschły po zastosowaniu herbicydu
  4. Wyrównać teren (jeżeli wymaga) + dla chętnych polecam „zatopić” siatkę przeciw kretom (dodatkowo systemy nawadniające i/lub drenaż)
  5. Odczekać 1 do 2 tygodni i ponowić oprysk herbicydem na chwasty, które przeżyły pierwszy oprysk
  6. Usunąć zaschnięte chwasty
  7. Zwałować ziemię
  8. Wysiew nasion trawy
  9. Drugie wałowanie
  10. Podlewanie, podlewanie, podlewanie, podlewa………… + odstraszanie ptaszyska i kota sąsiada:)

 

My jesteśmy dopiero na początku tej drogi :) mamy zaliczony w połowie punkt pierwszy. Cierpliwie czekamy na działanie herbicydu.

Do zagospodarowania mamy w sumie około 10 arów więc sporo trawy i cudownych roślinek się pomieści:)

Już wkrótce zamieścimy zdjęcia i pokażemy efekt działania herbicydu oraz  dalsze prace ogrodowe.

Tropiki mi w tym nie przeszkodzą :)

Potrzeba lepienia śniegowych ludzi czyt. bałwanów jest wszechobecna. Wystarczy, że spadnie odrobina białego puchu i już rwiemy się za toczenie kul na trawniku! Czasami jak to widzę… lub sam robię to mam przed oczami taką może troszkę „śmierdzącą” wizję:) żuk gnojarz :) nie myślcie, że

jakichś tutaj słów dziwnych używam :) on na prawdę tak się nazywa! :)
Ale dobra wracam do meritum… bo chodzi o to, że nawet gdy śnieg spadnie w tropikach (a ostatni coraz częściej się to zdarza) to ludzie, którzy nie mają styczności z naszym zimnym przyjacielem co rok tak jak my, także czują twórczą potrzebę spożytkowania białego puchu!
Bałwany w tropikach?Owszem są! i nie mówię tu o politykach tylko o prawdziwych śnieżnych bałwanach
  Tutaj na dowód kilka fotek z palmami w tle…

Flor og Fjære – Egzotyka Po Norwesku

Za siedmioma rzekami, za siedmioma fiordami na pewnej tropikalnej wyspie… :) hmm, tropikalnej? Coś tutaj nie pasuje FJORD i Tropikalna wyspa?

OK może nie tropikalna ale za to bardzo egzotyczna. Tropikalna by była jak by znajdowała się w tropikach a egzotyczną ona jest ze względu na „zawartość”.

Otóż Flor og Fjære znajduje się w Norwegii, skandynawskim kraju znanym z tego, że zimno w nim jest sakramencko:)

Południowa i środkowa Norwegia położona jest  w strefie klimatu umiarkowanego morskiego, a północ (za kołem polarnym) w strefie umiarkowanego chłodnego morskiego, graniczącego na północnych wybrzeżach z subpolarnym. W niektórych rejonach kraju śniegi utrzymują się cały rok, a temperatura dochodzi do –30 °C. Na szczęście można znaleźć w tym kraju miejsca takie właśnie jak wyspa Hidle i jej ogrody Flor og Fjære, która odstaje od stereotypowej zimnej Norwegii.(na mapie zaznaczona niebieską strzałką)

Jak widzimy znajduje się ona w 8 strefie klimatycznej Europy. Ciepłe prądy morskie opływające wyspę tworzą specyficzny mikroklimat pozwalający na osiągnięcie tak spektakularnych egzotycznych efektów.

Jedną z liczniejszych grup roślin egzotycznych na wyspie stanowią palmy mrozoodporne (trachycarpus fortunei), które dzięki swym możliwościom adaptacji i mrozoodporności sięgającej – 26 st.C (po starannym okryciu nawet więcej) wspaniale wprowadzają tropikalny klimat.

Liczne odmiany bananowców oraz Artelis – DATURA inaczej zwana Anielskie trąby

W ogrodzie znalazło się także miejsce dla tak ślicznej rośliny jak złotokap (laburnum anagyroides), który wprowadza wspaniały, ożywiający złoty kolor do ogrodu

Możemy podziwiać także kilka gatunków bambusa

Polska znajduje się w nieco zimniejszej strefie klimatycznej Europy lecz nie przeszkadza to w sadzeniu w naszych ogrodach i na tarasach niektórych roślin wymienionych powyżej. Przy starannym zabezpieczeniu ich na okres mrozów możemy cieszyć się równie tropikalnym ogrodem jak ten z norweskiej wyspy Hidle.

 

Martynika – wyspa kwiatów!

Martynika (fr. Martinique) – departament zamorski Francji, zajmujący karaibską wyspę o tej samej nazwie, położoną w archipelagu Wysp Zawietrznych w Małych Antylach, między dwoma niezależnymi państwami Dominiką na północy i Saint Lucią na południu. Tak w skrócie ale bardzo precyzyjnie można usytuować tą rajską wyspę. Dla mniej zorientowanych geograficznie dodaję mapkę :)

Martynika to górzysta wyspa pochodzenia wulkanicznego. Posiada ona kilka wulkanów, z których najbardziej znany, a zarazem najwyższy, to Montagne Pelée(1397 m n.p.m.), który majestatycznie góruje nad wyspą.

 

Na wyspie panuje klimat równikowy wilgotny ze średnimi temperaturami 24-28 °C. Średnie roczne sumy opadów wynoszą od 1250 mm na wybrzeżu po 5000 mm we wnętrzu wyspy.

Na żyznych glebach wulkanicznych rosną bujne lasy równikowe, choć występują tu również sprowadzone z Europy gatunki drzew. Na wybrzeżach spotyka się roślinność namorzynową.

Wyspa została odkryta przez Krzysztofa Kolumba, który w 1502 roku podczas swojej czwartej podróży do Ameryki na krótko przybił do brzegu w okolicach dzisiejszego Le Carbet.

Pierwsi francuscy osadnicy pojawili się jednak dopiero w 1635 roku. Od tego czasu wyspa pozostaje nieomal nieprzerwanie w rękach Francuzów. Francuscy plantatorzy sprowadzali na wyspę niewolników do pracy przy trzcinie cukrowej. Dopiero w 1848 uzyskali oni wolność. Od tej pory tworzą oni swoistą kreolską kulturę wyspy.

W 1946 Martynika uzyskała status departamentu zamorskiego Francji. Martynika ma francuską flagę a jej herb wygląda tak:)

Plik:CoA fr Martinique.svg

Intrygująca jest także bogata flora Martyniki. Niezliczone ilości kwiatów tropikalnych, które maja wyśmienite warunki do wegetacji porastają wyspę wszerz  i wzdłuż.

Jeden z naszych stałych i zaufanych klientów wyjechał na Martynikę i zrobił dla nas specjalnie kilka zdjęć.

Oto zdjęcie prześlicznej IKSORY (Ixora) zrobione specjalnie na nasze życzenie. Jest to roślina ozdobna, uprawiana również w Polsce jako roślina doniczkowa. W rejonach tropikalnych często stosowana jest jako żywopłot.

 

A to Alpinia purpurowa (Alpinia purpurata)  gatunek roślin z rodziny imbirowatyh. Pochodzi z obszaru od Indonezji po Nowe Hebrydy. Sadzona w całej strefie tropikalnej, często dziczejąca

   

Trójskrzyn, kroton (Codiaeum) – rodzaj roślin z rodziny wilczomleczowatych.  Niektóre gatunki, zwłaszcza trójskrzyn pstry Codiaeum variegatum należą do najpopularniejszych roślin doniczkowych. Nazwa handlowa „kroton” stosowana w odniesieniu do trójskrzyna pstrego jest niefortunna, bowiem myli się z rodzajem Croton też z rodziny wilczomleczowatych, którego przedstawiciele spotykani są w całej strefie równikowej.

 

Na wyspie występuje także brezylka nadobna, drzewo rajskich ptaków (caesalpinia pulcherrima)

Flamboyant czyli potocznie płomień Afryki (delonix regia)

Płomień Afryki (Delonix Regia)

Heliconia.

Pokrój rośliny jest podobny do strelicji i paciorecznika. Rośliny należące do rodzaju helikonia osiągają wysokość od 0,5 do 4 m, przy czym często rozrastają się wszerz, nie wzwyż, wypuszczając nowe pędy z pełzających, podziemnych kłączy. Liście helikonii są duże, szerokie i podobne do liści bananowca, łatwo pękają wzdłuż nerwów bocznych, ustawionych prostopadle do nerwu głównego. Uderzającą cechą helikonii są dziwne, trochę jak ze snu, kwiatostany, których najbardziej ozdobną częścią są jaskrawo zabarwione, sztywne liście przykwiatowe o charakterystycznym łódkowatym kształcie. W ich wnętrzu częściowo ukryte są liczne, niepozorne kwiaty.

Bugenwilla, kącicierń (Bougainvillea Comm. ex Juss.) – rodzaj roślin z rodziny dziwaczkowatych. Należy do niego od 4 do 18 gatunków roślin pnących i płożących z Ameryki Południowej. Nazwa rodzaju wywodzi się od nazwiska admirała francuskiej marynarki Louisa Antoine’a de Bougainville, który jako pierwszy opisał go w 1768 roku.

  

Plik:Bougainvilliers70.JPG

Oraz naaaprawdę wiele więcej !:)

Wkrótce więcej zdjęć z Martyniki:)

Dziwaczne, ciekawe, zaskakujące

Welwiczja przedziwna (Welwitschia mirabilit

Endemiczna roślina pustynna, zasiedlająca głównie tereny kamienistych równin Namibii, Angoli i wybrzeża Oceanu Atlantyckiego 
Nazwa pochodzi od nazwiska Friedricha Welwitscha (1806-1872), który jako pierwszy odkrył tę roślinę w 1859 roku na pustyni Namib.
Welwiczja przypomina bardzo niskie drzewo o grubej korze, pień jest stosunkowo krótki od 50 do 120 cm, kilkumetrowe grube liście są rozłożyste i rozplatają się po powierzchni gruntu, sprawiając, że roślina wygląda jak gigantyczna ośmiornica.

Welwiczja jest dwupienna – kwiaty męskie i żeńskie występują na różnych osobnikach. Tworzą duże kwiatostany w pachwinach liści.

Liście nigdy nie odpadają żyją wraz z całą rośliną 1000-2000 lat. Rosną bardzo wolno, są przystosowane do warunków pustynnych, potrafią przeżyć kilka miesięcy bez wody oraz wchłaniać wilgoć z mgły.

Świeże ZIOŁA z naszego parapetu lub ogrodu!

W większości naszych domów do przygotowywania potraw używamy mieszanek suszonych ziół, sprzedawanych w torebkach. Tymczasem dużo zdrowsze i o niebo smaczniejsze są świeże zioła wprost z naszego parapetu. Nieoceniona pozostaje też satysfakcja z obserwacji własnoręcznie wysianych i wypielęgnowanych roślinek.

 

 

Od czego zacząć?

 

Przede wszystkim musimy się zaopatrzyć w specjalne pojemniczki i odpowiednią glebę do wysadzania ziół.

Niezbędne będą także nasiona (tutaj pozwolę sobie skierować Cię do naszego sklepu). Gotowe sadzonki możemy kupić w sklepach, np. supermarketach, jednak ze względu na specyficzne warunki ich przechowywania nie są one zbyt trwałe i po kilku dniach mogą nam zwiędnąć.

Zanim rozpoczniemy zielną przygodę, musimy zdecydować, jakie gatunki będą dla nas najlepsze. Jeśli chcemy, aby w domu rozpościerał się piękny zapach, wybierzmy lawendę. Gdy wolimy, by zioła służyły nam głównie w kuchni, zdecydujmy się na te bardziej użytkowe (przyprawy).


Odpowiednie warunki.

 

By móc cieszyć się własną uprawą ziół, trzeba o nią odpowiednio zadbać. Przede wszystkim nie zapominać o podlewaniu, ale też nie przesadzać z ilością wody, żeby nie przelać roślinek! Zanim zaczniemy naszą domową uprawę, warto także zagłębić się w wiedzy na temat pochodzenia ziół. Duża ich część, np. bazylia czy lawenda, pochodzi z krajów o klimacie znaczniej cieplejszym od naszego. Powinniśmy tym gatunkom zapewnić odpowiednie warunki – ciepło i dużo słońca. By móc jak najdłużej czerpać z ziół to, co najlepsze, nie warto ich także zbyt „eksploatować”, np. urywać zbyt wielu gałązek za jednym razem.

 

Idealne miejsce dla domowego ogródka.

 

Najłatwiej jest założyć taką uprawę na parapecie. Rośliny mają tam zapewniony stały dostęp do światła i nie zajmują zbyt dużo miejsca, tak cennego w kuchni. Możemy też kupić (lub wykonać samodzielnie) specjalne stelaże na wiszące doniczki i tam umieścić zioła. Wybierając miejsce dla takiej uprawy, trzeba jednak zwrócić uwagę na to, czy rośliny będą tam miały wystarczający dostęp do światła. Bardzo dobrym rozwiązaniem jest uprawianie ziół na balkonie czy tarasie. To jednak sprawdzi się tylko latem. Na zimę i tak musimy przenieść uprawę do domu (szczególnie te najbardziej delikatne gatunki).

 

Zastosowanie ziół.

 

Istnieje co najmniej kilkadziesiąt gatunków ziół, które możemy wykorzystać we własnej kuchni. Skupmy się jednak na tych najbardziej popularnych:

Szałwia – to doskonały dodatek do wszelkiego rodzaju dań mięsnych.

Bazylia – należy do bardzo aromatycznych ziół. Jest stosunkowo łatwa do uprawy w doniczce. Warto wzbogacać nią smak sałatek, potraw z warzyw czy różnego rodzaju zup. Dorodne listki tego zioła doskonale prezentują się jako dekoracja potraw, np. spaghetti.

Mięta – napar ze świeżo zerwanych listków pomaga we wszelkich dolegliwościach układu pokarmowego, np. bólach brzucha, wzdęciach czy zgadze.

Oregano – to zioło o bardzo ostrym zapachu i charakterystycznym smaku. Doskonały dodatek do sałatek, ale też ryb i dań mięsnych.

Melisa – Świeże drobno posiekane liście mają specyficzny cytrynowy smak. Melisę możemy dodać do sałat, zup, potraw rybnych, sosów ziołowych, potraw grzybowych i majonezów oraz pić napar, herbatę.

TymianekTymianek to przede wszystkim doskonała przyprawa już szczypta tymianku wystarczy, by odmienić smak warzyw, mięsa, drobiu, ryby czy zupy. Tymianek nada potrawom lekko miętowy aromat i wyraźny herbaciany smak. Ciekawy aromat i subtelny smak to nie jedyne zalety tego zioła. Warto stosować je również w medycynie naturalnej.

Trawa cytrynowa - Trawa cytrynowa jest uprawiana w Azji i krajach śródziemnomorskich. Wytwarzany z niej olejek ma zastosowanie w medycynie i w przemyśle perfumeryjnym.W Azji używa się jej do zup i przyrządzania napojów. Działa przeciwzapalnie i przeciwalergicznie.

 Lawenda – Lawendy używa się jako składnika ziół prowansalskich. Można stosować lawendę jako przyprawę do jagnięciny i królika.