Ciekawostki

Jagody goji na zdrowie!

Jagody Goji ( Lycium chinense ) są jednymi z najbardziej odżywczych owoców na Ziemi . Należą do rodziny psiankowatych ( Solonaceae ) , która zawiera wiele innych znanych nam warzyw takich jak ziemniaki, bataty , pomidory , oberżyny i papryki. Pochodzi z Himalajów Tybetu i Mongolii.
Jagoda Goji jest obecnie uprawiana w wielu krajach .

JAGODY GOJI, Kolcowój chiński (Lycium chinense)

Jagody goji pojawiły się na europejskim rynku zaledwie kilka lat temu i zrobiły w szybkim tempie oszałamiającą karierę.
Jagody goji były używane od tysięcy lat w Tybecie i Chinach, zarówno jako składnik kulinarny jak i środek leczniczy. Zawierają one wszystkie niezbędne aminokwasy , Goji ma w sobie także najwyższe stężenie białka spośród wszystkich owoców. Są pozytywnie „napakowane” witaminą C , zawierają więcej karotenoidów niż inne jedzenie , mają dwadzieścia jeden pierwiastków śladowych oraz są bogate w błonnik .
Posiada 15 razy więcej żelaza niż możemy znaleźć w szpinaku , a także wapń, cynk, selen oraz wiele innych ważnych pierwiastków śladowych. Nie ma wątpliwości, że jagody goji powinny znaleźć się w Twojej diecie .
Ten zadziwiający, mały „superowoc” posiada również naturalne działanie przeciwzapalne, przeciwbakteryjne i przeciwgrzybicze. Ich silne właściwości przeciw utleniające i polisacharydy pomagają wzmocnić układ odpornościowy . Nic więc dziwnego, że w tradycyjnej medycynie chińskiej używane są w celu zwiększenia siły i długowieczności.
W tradycyjnej medycynie chińskiej, mówi się, że goji pozytywnie działają na nerki i wątrobę, niwelują zawroty głowy i problemy ze wzrokiem. Najczęściej są spożywane w stanie surowym lub robi się z nich napary, herbatki.
Jagody goji są najczęściej dostępne w postaci suchej i spożywane są jako składnik musli lub płatków owsianych . Mogą być również nasączane przez kilka godzin w wodzie tak aby oddały smak. Następnie wody tej można użyć do zrobienia pysznego odżywczego napoju lub jako dodatek do koktajli.

JAGODY GOJI, Kolcowój chiński (Lycium chinense)
Należy pamiętać także i o tym, iz mogą wystąpić niekorzystne interakcje , jeśli spożywasz jagody goji , a jednocześnie bierzesz leki na cukrzycę , czy nadciśnienie krwi. Najlepiej skonsultować się z lekarzem .
Jagody goji często można znaleźć w sklepach spożywczych , ale większość z nich pochodzi z komercyjnych rozwijających się regionów w Chinach i Tybecie , i zawierają duże ilości pestycydów i nawozów sztucznych . Nawet niektóre marki , które twierdzą, że są organiczne mogą nimi nie być :( więc należy zaopatrywać się jagody goji z renomowanego źródła a najlepiej z własnego ogrodu czy donicy. Nasiona dostępne są w naszym sklepie.

Podziel się na:
  • Facebook

Polinezja Francuska – przez żołądek do serca :)

Jedną z radości podróżowania jest możliwość próbowania lokalnych potraw. Polinezja Francuska serwuje nam rozmaite smakołyki – niektóre znane a inne bardzo egzotyczne .

Jeśli masz zamiar odwiedzić Tahiti , Moorea , Bora Bora lub atol Tuamotu przekonasz się, że delektowanie smaków wyspy jest dobrą drogą do bliższego poznania jej ( choć większość ośrodków oferuje również hamburgery, sałatki, pizze i makarony dla tych z Was którzy nie zdecydują się na tak dogłębną eksplorację wyspiarskich smaków) . Oto , co jeść w Tahiti :

Świeże owoce morza :podstawową dietą Tahitian są świeże ryby – zwłaszcza tuńczyk, mahi-mahi, Koryfena , panterka i bonito – jest w każdym menu . Możesz także spróbować bardziej egzotycznych ryb lagunowych lub głęginowych takich jak papugoryby , barakudy, ośmiornice i jeżowca . Krewetki rzeczne , zwane chevrettes , są również popularne .

 

Poisson cru : narodowe danie Thaiti , znane w języku francuskim jako poisson cru i Tahitian Ota, jest na wyspach południowego Pacyfiku dosłownie w każdym miejscu: surowy tuńczyk marynowany w pysznej i aromatycznej mieszance soku z limonki i mleka kokosowego .

Hima’a : Każda z kultur Południowego Pacyfiku używa podziemnych piecy do przygotowania tradycyjnego posiłku . W Tahiti,  miejscowi zwykle przygotowują takie posiłki w dni świąteczne i w niedzielę – gotują w koszach plecionych z liści bananowca w dużych dziurach w ziemi , zwanymi hima’a . Turyści mogą doświadczyć hima’a podczas tzw. Polinezian Night. W menu m.in.: kurczak fafa ( z mlekiem kokosowym i szpinakiem ), ryby, prosię , krewetki, homary, banan, owoce drzewa chlebowego, taro i yam .

Ananas : Zielone, bujne doliny Moorea słyną z produkcji małych,słodkich i soczystych ananasów.

Orzech kokosowy : palmy kokosowe nazywane są ” drzewem o stu zastosowaniach” a ich owoce czyli orzechy kokosowe wykorzystuje się zarówno do jedzenia jak i do pielęgnacji ciała ( olej Monoi , używany do masażu i do poprawiania stanu skóry i włosów (wykonuje się go z oleju kokosowego połączonego z kwiatami Tiare czyli narodowym symbolem Tahiti – gardenia tahitańska ).

Starr 070221-4641 Gardenia sp..jpg

Zawartość orzecha kokosowego wykorzystywana jest do celów żywieniowych ( woda kokosowa rewelacyjnie nawadnia organizm i gasi pragnienie) , mleko kokosowe ( wiele potraw jest marynowane w nim) oraz kopra (spożywana na surowo lub starta i gotowana).

Banan : To też lokalny owoc obficie spożywany na różne sposoby – zwykły, grillowana lub dodawany do budyniu z taro o nazwie po’e .

Wanilia : Aż 80 procent Tahitańskiej wanilii jest uprawiana na Taha’a ,niedaleko wyspy Bora Bora. Wiele potraw z ryb , takich jak krewetki i Koryfena , marynowane są w pysznym waniliowym sosie. Wanilia stosowana jest także do sporządzania pysznych deserów.

Imbir : Ten aromatyczny korzeń jest także szeroko stosowany w kuchni Tahitian , zwłaszcza do kurczaka i tuńczyka , jest on również popularnym składnikiem koktajli.

Drzewo chlebowe : nazywane prze Tahitian „uru”, posiada owoce bogate w skrobię i witaminy. Owoce są zazwyczaj spożywane po ugotowaniu w hima’a.

Plik:Arto commun 070509 0128 ltn.jpg

Yam : To małe, słodkie, fioletowe ziemniaki które są lokalnym przysmakiem.

Taro : Roślina ta jest ceniony zarówno ze względów estetycznych – okazałe i piękne liście w kształcie strzałki (tzw. callaloo na Karaibach ) oraz ze względów żywieniowych – ogromna ilość skrobi. Liście taro używane są na zupy i gulasze natomiast korzeń używany jest do sporządzenia frytek lub budyniu ( po’e ).

 

Podziel się na:
  • Facebook

Zakładanie trawnika – niemiła niespodzianka :(

Zakładanie naszego trawnika opóźnia się i to nie tylko ze względu na pogodę. Deszcz pada nieustannie co nie martwiło by mnie tak bardzo w wypadku gdy by wszystko szło zgodnie z planem… niestety tak nie jest. Roundup nie poradził sobie z chwastami nawet w miernym stopniu mimo zastosowania stężenia roztworu, który miał powalić wszystko :(

Teraz musimy ponowić oprysk herbicydem jeszcze przed wjazdem glebogryzarki.

Aby można było przejść do punktu 2 w naszej trawnikowej wyliczance to w punkcie 1 powinno zginąć przynajmniej 99% chwastów… u nas niestety jest to około 70% co nie pozwala nam na dalsze etapy i trzeba powtórzyć etap 1.

Wiem, że przed nami jeszcze jeden oprysk już po glebogryzarce ale nie można pozwolić na zasypanie 30% chwastów ponieważ przy drugim oprysku pojawi się ich zbyt wiele. Przy drugim oprysku powinny to być raczej jednostki.

Aby zastosować Roundup (tym razem zastosujemy stężenie zabijające dosłownie wszystko :) ) po oprysku powinno być przynajmniej 6 godzin bezdeszczowej pogody. Najlepiej gdy dodatkowo świeci słońce a temperatura jest wysoka. Polujemy na taką pogodę już od około 1,5 tygodnia ale nic z tego… przynajmniej raz dziennie deszczyk pada, który psuje wszystko :(

Jak tylko spryskamy nasz chwastnik po raz kolejny na pewno o tym fakcie dowiecie się jako pierwsi :) będziemy wtedy mogli przejść do kolejnego punktu:

2. Spulchnić i obrócić ziemię (łopatą a większe powierzchnie glebogryzarką lub zależne od tego co było na miejscu zakładania trawnika w naszym wypadku łąka więc jedynie glebogryzarka)
Podziel się na:
  • Facebook

Martynika – piękna z ciężarem przeszłości :( cz.1

Zapraszam na kolejną wyprawę na Karaiby z Ziarenkiem.

Dzisiaj po raz kolejny zapraszamy na zwiedzanie rajskiej wyspy Martynika z cudowną tropikalna roślinnością.
Dzięki uprzejmości jednego z przyjaciół Ziarenka możemy pokazać cudowne okoliczności przyrody tej wspaniałej wyspy. Joseph – bo to właśnie On przysłał nam kilka zdjęć. (autentyczna Martynika)


Dzisiejszy wpis jest tak na prawdę o czymś mniej przyjemnym od cudownej przyrody, będzie o tym co działo się na Martynice pomiędzy XVII a połową XIX w, a mianowicie o niewolnictwie. Powiedzmy, że po części wpis będzie o roślinach bo cały niewolniczy proceder związany był z plantacjami kawy, tytoniu i trzciny cukrowej.

Tutaj pozwolę sobie na małą dygresję i przytoczę słowa pewnego francuza Jacques-Henri Bernardin de Saint-Pierre, słynnego pisarza żyjącego na przełomie  XVIII  i  XIX w
„Nie wiem, czy kawa i cukier są niezbędne do szczęścia Europy, ale wiem, że przyczyniają się do nieszczęścia dwóch części Świata. Wyludniają Amerykę, aby mieć grunty pod plantacje oraz wyludniają Afrykę aby mieć naród do pracy na tych plantacjach. ”

Na ogromną skalę niewolniczy proceder na Martynice rozpoczął się w 1640 r. aczkolwiek już pięć lat wcześniej niewolnicy pracowali na plantacjach wraz z pracownikami kontraktowymi z Europy. Po tym jak w Kampanii zarządzającej plantacjami doszło do kryzysu finansowego postawiono na darmową siłę roboczą w 100%.

W 1645 r. holenderscy Żydzi przywieźli wprost z Brazylii znajomość pozyskiwania cukru z trzciny cukrowej. Od tego momentu cały przemysł na Martynice kręcił się już wokół cukru. Począwszy od czystej postaci cukru w proszku aż do alkoholu pozyskiwanego z fermentacji trzciny i cukru. To on pozwolił Kampanii „stanąć na nogi” i poszerzyć liczbę plantacji, a co za tym idzie zwiększyło się zapotrzebowanie na niewolników, których transport za transportem przybywało na wyspie.

Wkrótce plantatorzy otrzymali od francuskiego króla Luisa XIV władze absolutną nad niewolnikami dostarczanymi na wyspę. Na mocy tegoż dekretu o nazwie „Code Noir” właściciel mógł użyć wszelkich środków dla osiągnięcia celu.  Niewolnik od tej chwili był traktowany jak narzędzie. Niewolnicy pochodzili głównie z francuskich kolonii w Afryce (Senegal i Nigeria)

kolejne części wkrótce…

Podziel się na:
  • Facebook

Zakładanie trawnika

Ostatnimi czasy wzięliśmy się za zakładanie przydomowego ogrodu. 10 dni temu Roundup rozpoczął herbicydową rzeź.

Na dzień dzisiejszy po deszczach, okolica się  zazieleniła – ale nasz chwastnik (niby łąka) nabiera ślicznego żółtego, wypalonego koloru :) przypomina wrzosowisko:) jeszcze tylko tydzień i przystępujemy do akcji „glebogryzarka”.

Przy zakładaniu trawnika… ale takiego prawdziwego trawnika składającego się stricte z trawy a nie mieszanki chwastów i trawy jak to było w naszym przypadku:) powinniśmy postępować ściśle wedle kilku podstawowych zasad:

  1. Pozbyć się wstępnie chwastów (Roundup lub inny skuteczny herbicyd)
  2. Spulchnić i obrócić ziemię (łopatą a większe powierzchnie glebogryzarką lub zależne od tego co było na miejscu zakładania trawnika w naszym wypadku łąka więc jedynie glebogryzarka)
  3. Wygrabić chwasty, które zaschły po zastosowaniu herbicydu
  4. Wyrównać teren (jeżeli wymaga) + dla chętnych polecam „zatopić” siatkę przeciw kretom (dodatkowo systemy nawadniające i/lub drenaż)
  5. Odczekać 1 do 2 tygodni i ponowić oprysk herbicydem na chwasty, które przeżyły pierwszy oprysk
  6. Usunąć zaschnięte chwasty
  7. Zwałować ziemię
  8. Wysiew nasion trawy
  9. Drugie wałowanie
  10. Podlewanie, podlewanie, podlewanie, podlewa………… + odstraszanie ptaszyska i kota sąsiada:)

 

My jesteśmy dopiero na początku tej drogi :) mamy zaliczony w połowie punkt pierwszy. Cierpliwie czekamy na działanie herbicydu.

Do zagospodarowania mamy w sumie około 10 arów więc sporo trawy i cudownych roślinek się pomieści:)

Już wkrótce zamieścimy zdjęcia i pokażemy efekt działania herbicydu oraz  dalsze prace ogrodowe.

Podziel się na:
  • Facebook

Tropiki mi w tym nie przeszkodzą :)

Potrzeba lepienia śniegowych ludzi czyt. bałwanów jest wszechobecna. Wystarczy, że spadnie odrobina białego puchu i już rwiemy się za toczenie kul na trawniku! Czasami jak to widzę… lub sam robię to mam przed oczami taką może troszkę „śmierdzącą” wizję:) żuk gnojarz :) nie myślcie, że

jakichś tutaj słów dziwnych używam :) on na prawdę tak się nazywa! :)
Ale dobra wracam do meritum… bo chodzi o to, że nawet gdy śnieg spadnie w tropikach (a ostatni coraz częściej się to zdarza) to ludzie, którzy nie mają styczności z naszym zimnym przyjacielem co rok tak jak my, także czują twórczą potrzebę spożytkowania białego puchu!
Bałwany w tropikach?Owszem są! i nie mówię tu o politykach tylko o prawdziwych śnieżnych bałwanach
  Tutaj na dowód kilka fotek z palmami w tle…
Podziel się na:
  • Facebook

Flor og Fjære – Egzotyka Po Norwesku

Za siedmioma rzekami, za siedmioma fiordami na pewnej tropikalnej wyspie… :) hmm, tropikalnej? Coś tutaj nie pasuje FJORD i Tropikalna wyspa?

OK może nie tropikalna ale za to bardzo egzotyczna. Tropikalna by była jak by znajdowała się w tropikach a egzotyczną ona jest ze względu na „zawartość”.

Otóż Flor og Fjære znajduje się w Norwegii, skandynawskim kraju znanym z tego, że zimno w nim jest sakramencko:)

Południowa i środkowa Norwegia położona jest  w strefie klimatu umiarkowanego morskiego, a północ (za kołem polarnym) w strefie umiarkowanego chłodnego morskiego, graniczącego na północnych wybrzeżach z subpolarnym. W niektórych rejonach kraju śniegi utrzymują się cały rok, a temperatura dochodzi do –30 °C. Na szczęście można znaleźć w tym kraju miejsca takie właśnie jak wyspa Hidle i jej ogrody Flor og Fjære, która odstaje od stereotypowej zimnej Norwegii.(na mapie zaznaczona niebieską strzałką)

Jak widzimy znajduje się ona w 8 strefie klimatycznej Europy. Ciepłe prądy morskie opływające wyspę tworzą specyficzny mikroklimat pozwalający na osiągnięcie tak spektakularnych egzotycznych efektów.

Jedną z liczniejszych grup roślin egzotycznych na wyspie stanowią palmy mrozoodporne (trachycarpus fortunei), które dzięki swym możliwościom adaptacji i mrozoodporności sięgającej – 26 st.C (po starannym okryciu nawet więcej) wspaniale wprowadzają tropikalny klimat.

Liczne odmiany bananowców oraz Artelis – DATURA inaczej zwana Anielskie trąby

W ogrodzie znalazło się także miejsce dla tak ślicznej rośliny jak złotokap (laburnum anagyroides), który wprowadza wspaniały, ożywiający złoty kolor do ogrodu

Możemy podziwiać także kilka gatunków bambusa

Polska znajduje się w nieco zimniejszej strefie klimatycznej Europy lecz nie przeszkadza to w sadzeniu w naszych ogrodach i na tarasach niektórych roślin wymienionych powyżej. Przy starannym zabezpieczeniu ich na okres mrozów możemy cieszyć się równie tropikalnym ogrodem jak ten z norweskiej wyspy Hidle.

 

Podziel się na:
  • Facebook

Dziwaczne, ciekawe, zaskakujące

Welwiczja przedziwna (Welwitschia mirabilit

Endemiczna roślina pustynna, zasiedlająca głównie tereny kamienistych równin Namibii, Angoli i wybrzeża Oceanu Atlantyckiego 
Nazwa pochodzi od nazwiska Friedricha Welwitscha (1806-1872), który jako pierwszy odkrył tę roślinę w 1859 roku na pustyni Namib.
Welwiczja przypomina bardzo niskie drzewo o grubej korze, pień jest stosunkowo krótki od 50 do 120 cm, kilkumetrowe grube liście są rozłożyste i rozplatają się po powierzchni gruntu, sprawiając, że roślina wygląda jak gigantyczna ośmiornica.

Welwiczja jest dwupienna – kwiaty męskie i żeńskie występują na różnych osobnikach. Tworzą duże kwiatostany w pachwinach liści.

Liście nigdy nie odpadają żyją wraz z całą rośliną 1000-2000 lat. Rosną bardzo wolno, są przystosowane do warunków pustynnych, potrafią przeżyć kilka miesięcy bez wody oraz wchłaniać wilgoć z mgły.

Podziel się na:
  • Facebook

Jagody GOJI, kolcowój – zdrowy, smaczny, ładny też:)

Choć roślina wywodzi się z Tybetu, jej owoce dotarły do Europy z USA, gdzie z kolei trafił przypadkowo na skutek sztormu. Dietetycy są zdania, że to jeden z bardziej wartościowych owoców jakie do tej pory zostały poznane i opisane. Posiada cały zestaw antyoksydantów, minerałów, witamin (głównie C) i jest niskokaloryczny.

W tradycyjnej medycynie azjatyckiej Goji zajmuje ważne miejsce w dla niezliczonych pokoleń, tajemnice jego korzyści odżywczych pozostają niezmiennie sekretem dla większości świata. Poprzez wieki wokół tego cudownego owocu narosły legendy. Organizowane są święta i pisane wiersze na jego cześć.

Owoce Goji są oczywiście jadalne. Im bardziej dojrzałe tym słodsze.

Kiedy są już dojrzałe ich kolor zmienia się na jaskrawo czerwony. Można je jeść bezpośrednio z rośliny lub też po wysuszeniu stosować jako dodatek do herbat ziołowych lub lekką przekąskę. Ważna uwaga: owoce są bardzo delikatne i podczas zbioru ręcznego substancje w nich zawarte łatwo się utleniają co można zaobserwować w postaci ciemniejących plamek na owocach. Aby zachować ich piękny czerwony kolor należy zrywać je z „ogonkami” lub też otrzepać z rośliny na miękki ręcznik.

Z dwuletniej rośliny możemy zebrać do 2kg owoców!

Jak głosi legenda, za panowania dynastii Tang ( ok. 800r. n.e.) wykopano studnię przy słynnej świątyni buddyjskiej, która była porośnięta krzakami goji. Przez wiele lat niezliczone ilości jagód spadały do studni. Pielgrzymi którzy się tam modlili cieszyli się

nadspodziewanie dobrym zdrowiem. Nawet w wieku osiemdziesięciu lat nie mieli ani siwych włosów, ani nie stracili ani jednego zęba. Działo się tak, gdyż pili wodę ze studni. Jagody goji zawierają 2500 mg witaminy C, w 100 gramach owoców, co stawia je na trzecim miejscu naturalnych źródeł tej witaminy w świecie, po południowo amerykańskim Camu camu oraz australijskiej śliwce kakadu (murunga, billygoat plum, Terminalia ferdinandiana). Jagody Goji to owoce o dużej wartości odżywczej, gdyż zawierają: izoleucynę, tryptofan, cynk, żelazo, miedź, wapń, german, selen, fosfor, witaminy: B1, B2, B6 oraz E. Z zawartością ponad 15% protein, 21 niezbędnych minerałów oraz 19 aminokwasów,

Jagody goji są uznawane za jedne z najbardziej wartościowych na świecie.

Długotrwale stosowanie zapewnia:
• wzmocnienie stawów, kości 
• wzmacnia system odpornościowy 
• wyszczupla 
• opóźnia procesy starzenia 
• poprawia wzrok 
• zapewnia długowieczność 
• obniża cholesterol

Podziel się na:
  • Facebook

STEWIA (STEVIA REBAUDIANA) – naturalny słodzik

Jeżeli spojrzymy na nią i będziemy szukali pięknego kwiatu czy też bajkowych kolorów to raczej nie zainteresuje nas tak jak wtedy gdy poznamy ją „od środka”:)

Mowa tutaj oczywiście o słodkiej przyjaciółce STEWII ! W uprawie stosuje się najsłodszą ze stevii (Stevia rebaudiana). W środowisku naturalnym stewia występuje w  Ameryce Południowej, a w szczególności na subtropikalnych łąkach Paragwaju.

Stewię znano i z powodzeniem wykorzystywano już ponad 1500 lat temu. Wtedy to plemiona indiańskie stosowały stewię do słodzenia potraw czy wywarów ziołowych.

Wśród europejskich uczonych jako pierwszy tą rośliną zainteresował się w XVI w. hiszpański botanik Pedro Jaime Esteve i to od jego nazwiska nadano jej obecnie obowiązującą nazwę.

Związki odpowiedzialne za niezwykle słodki smak to glikozydy (głównie Steviozyd i Rebaudiozyd-A). Niektóre źródła podają niezwykle wysokie wartości słodzące rośliny, co może wynikać z różnych właściwości zawartych w niej substancji, jednak trzeba przyjąć, że wartość średnia to ok. 30-50 krotność słodyczy cukru. Jedna mała, płaska łyżeczka wystarcza do osłodzenia 1 litra wody. Słodycz znajduje się w całej roślinie, jednak jej największa zawartość mieści się w liściach. Przy czym susz jest znacznie bardziej słodki niż świeże ziele.

Prowadzone przez naukowców badania dowodzą, iż stewia jest bardzo bezpieczna dla organizmu człowieka. Znacznie zdrowsza od sztucznych słodzików. Doskonale nadaje się dla cukrzyków, gdyż nie podnosi poziomu cukrów we krwi. Nie posiada też kalorii, więc osoby z otyłością z powodzeniem mogą wprowadzić ją do swojej diety. Zawarte w stewii substancje słodzące są odporne na temperatury do ok. 200°C, tak więc mogą być wykorzystywane do pieczenia i gotowania. Nie są też szczególnie wymagające co do pH (przedział 3-9), dlatego można nimi doprawiać marynaty.

W trakcie prowadzenia badań, zaczęto odkrywać nowe dobroczynne właściwości stewii, między innymi działanie przeciwbakteryjne oraz przeciwpróchnicze. Jedyną niedogodnością jest dość charakterystyczny, słodzikowaty posmak preparatów ze stewii, za co odpowiada stewiozyd. Można go jednak nieco zneutralizować dodatkiem fruktozy lub kwasu cytrynowego.

Niestety, stewia stanowi silną konkurencję dla popularnych sztucznych słodzików, stąd może wynikać jej mała popularność w Europie.

W Polsce „Zbyszko” wprowadza na polski rynek pierwszy napój słodzony stewią lecz mimo to głównym producentem i konsumentem preparatów ze stewii pozostaje Japonia, gdzie dosładza się z jej pomocą nawet napoje dietetyczne typu light.

Roślina w naturze jest wieloletnia, jednak w naszym klimacie należy traktować ją jako jednoroczną. Jedynie wtedy, kiedy mamy możliwość przechowania przez okres zimy w cieplejszych pomieszczeniach, uda się korzystać z jej walorów przez kolejne lata.

Nasiona stewii dostępne w sklepie ogrodniczym www.ziarenko.net

Opracowane na podstawie materiałów dostępnych w sieci.
Podziel się na:
  • Facebook